Fundacja For Their Kids: kobiety oskarżają Barbarę Błaszak
Ewa, Małgorzata, Wioleta i Anna twierdzą, że zaufały Barbarze Błaszak, prezesce fundacji For Their Kids, przedstawiającej się jako specjalistka od psychologii systemowej. Według relacji zebranych przez „Gazetę Stołeczną”, sporządzane przez nią opinie miały trafiać do sądów rodzinnych i sugerować oskarżenia wobec matek, mimo że jedna z kobiet po dobrowolnym badaniu psychiatrycznym nie miała stwierdzonych żadnych zaburzeń.

Kilka kobiet opisuje w rozmowie z „Gazetą Stołeczną”, jak Barbara Błaszak, prezeska fundacji For Their Kids, miała sporządzać opinie wykorzystywane później w sprawach sądowych dotyczących opieki nad dziećmi. Według relacji Ewy, Małgorzaty, Wiolety i Anny, dokumenty przygotowane przez Błaszak i jej fundację miały przedstawiać matki w skrajnie negatywnym świetle, mimo braku niezależnego potwierdzenia zarzutów.
Opinia miała trafić do wniosku o przymusowe leczenie psychiatryczne
Ewa relacjonuje, że poznała Błaszak w 2018 roku, przedstawiającą się jako psycholog kliniczny, specjalistka psychologii systemowej i radczyni prawna. Błaszak miała zbadać siedmioletniego syna Ewy i napisać w opinii, że kobieta popełnia zbrodnię na dziecku, zagraża jego życiu i jest psychopatką. Były mąż Ewy, opisany w opinii jako opiekuńczy i wspaniały, przelał wcześniej pieniądze na konto fundacji, a samą opinię dołączył do wniosku o przymusowe skierowanie Ewy do szpitala psychiatrycznego. Kobieta poddała się badaniu dobrowolnie — nie stwierdzono u niej żadnych zaburzeń.
Pozostałe rozmówczynie „Gazety Stołecznej” opisują podobny wzorzec. Małgorzata miała przelać tysiąc euro na koszty prawne związane ze sprawą, Wioleta została oskarżona o stosowanie przemocy emocjonalnej, a Anna otrzymała pisma, które w jej ocenie wyglądały na wygenerowane przez sztuczną inteligencję.
Fundacja deklaruje, że pracuje wyłącznie „dla dobra dziecka”
Na swojej stronie internetowej fundacja For Their Kids przedstawia się jako organizacja specjalizująca się w przeciwdziałaniu alienacji rodzicielskiej, międzynarodowych uprowadzeniach dzieci i konfliktach okołorozwodowych. Fundacja deklaruje zasadę „nie pracujemy dla stron konfliktu, pracujemy dla dobra dziecka” i opisuje swoją ofertę jako analizy psychologiczno-prawne oraz opinie amicus curiae przygotowywane dla sądów i instytucji. Barbara Błaszak przedstawia się tam jako certyfikowana interwentka systemowa działająca od 2010 roku — jak podaje, jej zaangażowanie w tę tematykę wynika z osobistego doświadczenia uprowadzenia własnego syna przez ojca.
Zawód interwenta systemowego, którym posługuje się Błaszak, nie jest w Polsce prawnie uregulowany. Oznacza to brak ustalonych wymogów wykształcenia czy licencji dla osób sporządzających tego typu opinie, w przeciwieństwie do zawodu biegłego sądowego, którego powołanie i odpowiedzialność reguluje prawo. To właśnie brak formalnego statusu takich ekspertyz stanowi punkt wyjścia dla wątpliwości opisywanych przez rozmówczynie gazety.
Źródła
Tekst opracowany z pomocą sztucznej inteligencji. Za publikację odpowiada Redakcja Co w Warszawie.
Powiązane materiały
Barbara Błaszak: kim jest „ekspertka” z fundacji For Their Kids
Barbara Błaszak w 2018 roku przedstawiała się jako psycholog kliniczna po studiach w Amsterdamie i radca prawny, choć prawdziwy był tylko tytuł prezeski fundacji For Their Kids. Dziś na własnej stronie internetowej nazywa się „międzynarodową dyplomowaną interwentką systemową” – bez odwołań do wykształcenia psychologicznego czy prawniczego. Gazeta Wyborcza zapowiada reportaż o czterech rodzinach, które miały paść ofiarą jej działań.
Grochowska 265: dług wspólnoty, mieszkańcy bez ciepłej wody
Od wtorku 22 września mieszkańcy budynku przy ul. Grochowskiej 265 w Warszawie nie mają ciepłej wody. Powodem nie jest awaria, lecz decyzja Veolii Energia Warszawa, która wstrzymała dostawy ciepła z powodu zaległości wspólnoty mieszkaniowej. Problem dotyka wszystkich lokatorów, także tych regularnie płacących czynsz.
Osiedle bez szkoły w Janczewicach pod Warszawą budzi spory
W Janczewicach w gminie Lesznowola, niecałe 4 km od warszawskiego Ursynowa, deweloper Novisa Development wybudował ponad 300 mieszkań na skraju pól. Osiedle nie ma własnej szkoły ani publicznego przedszkola, za to przyciąga setki samochodów mieszkańców. Część z nich odpiera zarzuty o „chów klatkowy”, tłumacząc wybór ceną i metrażem niedostępnym w stolicy.