Rozwiązane klasy w szkole dla dzieci z autyzmem na Białołęce
Niecały miesiąc po rozpoczęciu roku szkolnego w Niepublicznej Szkole Podstawowej „Jedynka” na warszawskiej Białołęce rozwiązano trzy klasy, a część nauczycieli straciła pracę. Jak ujawniła Gazeta Stołeczna „Wyborczej”, w tle sprawy są zarzuty o przemoc wobec dzieci, powiązania z przedszkolem w Głogowie oraz miliony złotych dotacji, które placówka otrzymuje rocznie z urzędu dzielnicy.

Niecały miesiąc po rozpoczęciu roku szkolnego w Niepublicznej Szkole Podstawowej „Jedynka” na warszawskiej Białołęce rozwiązano trzy klasy, a część nauczycieli straciła pracę. Sprawę ujawniła Gazeta Stołeczna „Wyborczej”, opisując placówkę przy ul. Mochtyńskiej 69, która przyjmuje wyłącznie dzieci z orzeczeniami o niepełnosprawności — głównie ze spektrum autyzmu — i, choć jest szkołą prywatną, nie pobiera opłat od rodziców.
Ojciec uczennicy opisał, co dzieje się w klasie
Do redakcji zgłosił się pan Łukasz, którego córka we wrześniu 2026 r. poszła do pierwszej klasy „Jedynki”. Szkoła reklamuje się jako miejsce powstałe z myślą o dzieciach z autyzmem i przyjmuje tylko uczniów z orzeczeniami o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Rodzice cytowani przez „Wyborczą” mówią o przemocy wobec dzieci — w tytule tekstu padają słowa „naszymi dziećmi zajmował się pan ogrodnik”, co sugeruje, że opiekę nad uczniami powierzano osobom bez odpowiednich kwalifikacji pedagogicznych.
Związek z przedszkolem w Głogowie
Według ustaleń dziennikarzy osoby prowadzące „Jedynkę” mają związek z niepublicznym „Zielonym Przedszkolem” w Głogowie. Z aktu oskarżenia opisanego przez portal Bezprawnik wynika, że w tamtejszej integracyjnej grupie przedszkolnej opiekunka, 55-letnia Elżbieta K., krępowała taśmą klejącą nogi i ręce 6-letniego niepełnosprawnego chłopca oraz zaklejała mu usta. Kobiecie grozi do 8 lat więzienia za znęcanie się psychiczne i fizyczne nad dzieckiem; zastosowano wobec niej dozór policji, zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonym i zakaz opieki nad małoletnimi. Jak przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy, oskarżona przyznała się do winy, choć odmówiła składania wyjaśnień.
Dotacje idą za każdym dzieckiem z orzeczeniem
Finansowanie takich placówek opiera się na dotacjach przyznawanych na każde dziecko z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego — a stawki dla uczniów z autyzmem są znacznie wyższe niż standardowe. Za uczniów „Jedynki”, która przyjmuje wyłącznie dzieci z orzeczeniami, urząd dzielnicy Białołęka wypłaca rocznie dotacje liczone w milionach złotych. Według rejestru szkół i placówek oświatowych (RSPO) „Jedynka” działa od 8 stycznia 2025 r. i liczy obecnie 45 uczniów w 9 klasach — to niewielka, licząca średnio po pięciu uczniów na oddział, ale kosztowna dla budżetu dzielnicy placówka.
Źródła
Tekst opracowany z pomocą sztucznej inteligencji. Za publikację odpowiada Redakcja Co w Warszawie.
Powiązane materiały
Osiedle-widmo na Białołęce: mieszkańcy odzyskali mieszkania
Mieszkańcy osiedla przy ulicach Pszczółki Mai i Konika Polnego na warszawskiej Białołęce odzyskali prawo własności swoich mieszkań. To koniec dwunastoletniej batalii byłych klientów upadłego dewelopera Dolcan, którzy latami mieszkali bez formalnego tytułu własności w sąsiedztwie porzuconych, nigdy niedokończonych budynków znanych jako „osiedle-widmo”.
Czerwona fala na trasie z Tarchomina. Winne 64 sygnalizatory
Tramwaje linii 2 jadące z Tarchomina do Metra Młociny zatrzymują się na czerwonym świetle tuż przed metą, mimo zapowiedzi sprzed półtora roku, że to się zmieni. Powodem jest skrzyżowanie ulic Zgrupowania AK „Kampinos” i Książąt Mazowieckich, obsługiwane przez aż 64 sygnalizatory. Mieszkańcy Białołęki skarżą się na przepełnione wagony stojące na pustym skrzyżowaniu nawet przez dwie minuty.
Białołęka: mieszkańcy walczą o szpaler dębów na Lewandowie
Mieszkańcy osiedla Lewandów na Białołęce sprzeciwiają się planowi poprowadzenia drogi między swoimi blokami. Chodzi o przedłużenie ulicy Internetowej, które urząd dzielnicy chce zrealizować wspólnie z deweloperem. Na trasie drogi rośnie szpaler około 20 dębów, według mieszkańców około 30-letnich, który jest dziś miejscem odpoczynku i zabaw dzieci. Od miesięcy mieszkańcy piszą petycje i proszą urząd o ponowne przemyślenie sprawy.